Prosty CRM online

KPI integracji CRM w logistyce. Case study firmy logistycznej

KPI integracji CRM w logistyce. Case study firmy logistycznej

Plac manewrowy budzi się wcześniej niż biura. Zimny poranek, para z ust, światła mijania przecinające półmrok. W kabinach kierowców mrugają tablety, które w nocy pobrały nowe zlecenia. Dyspozytorzy w kontenerowym biurze zaczynają dzień od tej samej sekwencji: odpalenie panelu telematycznego, sprawdzenie dostępności zestawów, rzut oka na pogodę i ograniczenia drogowe. W firmie logistycznej, obsługującej kilkuset stałych klientów, logistyka jest sztuką koordynacji setek drobnych decyzji. Co ciekawe, prawdziwy przełom nie wydarzył się na placu manewrowym, tylko na ekranach w biurze obsługi klienta. To tam po raz pierwszy połączyły się dwa do tej pory równoległe światy: dane operacyjne z ERP i TMS i relacje z klientami zamknięte w CRM. Dopiero wtedy słowo „KPI” przestało być hasłem z prezentacji i stało się codziennym narzędziem pracy.

Przez lata firma logistyczna  rosła na doświadczeniu ludzi. Dyspozytor potrafił „na czuja” ułożyć plan na dwa dni do przodu, handlowiec wiedział, komu można obiecać dosłownie wszystko, a księgowość umiała rozbroić większość reklamacji, zanim trafiły na biurko prezesa. Ten model ma swoją poezję i swoją granicę. Granicą okazał się trzeci kwartał przed-pandemicznego roku, gdy portfel zamówień pęczniał szybciej niż możliwości realizacji zleceń logistycznych. Klienci zaczęli wymagać nie tylko przewiezienia ładunku, ale i przewidywalności, informacji w czasie rzeczywistym, potwierdzeń dostaw w formie cyfrowej, rozliczeń bez potknięć. Dyspozytor, który kiedyś był bohaterem dnia, zaczął tonąć w telefonach. Handlowiec, który lubił obiecywać, coraz częściej musiał przepraszać. Księgowość, która królowała w tabelach, miała coraz dłuższą listę korekt. To wtedy padło zdanie, które zainicjowało całą zmianę: „Albo zaczniemy patrzeć wszyscy na te same dane, albo będziemy coraz szybciej się mijać”.

KPI integracji CRM w logistyce

Zdecydowali się na CRM w modelu on-premise, Open Source - PHP i MySQL - z comiesięcznym rytmem aktualizacji. To nie był wybór z katalogu trendów. To była kalkulacja: pełna kontrola nad kodem i danymi, możliwość zbudowania integracji z istniejącym systemem ERP bez oglądania się na cudze roadmapy. Ważne było też to, by CRM nie był „kolejnym ekranem”, tylko tym, w którym klient widzi twarz firmy. Handlowiec, dyspozytor i osoba z rozliczeń mieli rozmawiać z klientem jednym głosem, a ten głos miał się opierać na faktach. KPI miały być nie batem, tylko językiem tej rozmowy.

Na start nie ustalano dziesiątek wskaźników. Zespół poprosił, by najpierw zdefiniować, „po czym poznamy, że jest lepiej”. Klienci wielokrotnie powtarzali trzy rzeczy: „chcemy wiedzieć, kiedy przyjedziecie i żeby to było prawdą”, „chcemy mieć dokumenty natychmiast po rozładunku”, „nie chcemy tworzyć korekt faktur”. To brzmiało jak trzy proste prośby, a przekładało się na pięć codziennych realiów: dokładność ETA, punktualność (OTIF), cykl POD (proof of delivery), jakość danych rozliczeniowych i spójność cenników z warunkami umownymi. Te pięć zagadnień stało się pierwszymi latarniami. Reszta - paliwo na kilometr, puste przebiegi, wykorzystanie floty, średni czas postoju u klienta, wskaźnik reklamacji - miała do nich dołączyć, gdy pracownicy oswoją się z nową aplikacją.

Dokładność ETA okazała się kluczem do zaufania. Wcześniej przewidywania opierały się na intuicji dyspozytora i zdaniu kierowcy „powinienem zdążyć”. Gdy CRM zintegrowano z telematyką i modułem tras w TMS, handlowiec, rozmawiając z klientem, widział to samo ETA, które na żywo liczył algorytm uwzględniający historię prędkości danej trasy, zamknięcia drogowe, okna czasowe ramp i przerwy kierowców. Co ważniejsze, CRM nauczył się zapamiętywać „czas rampy” per lokalizacja - ile realnie trwa bramka, załadunek, podpis, ile razy dany punkt lubi wpuścić zestaw później niż umówił. Kiedy zaczęto porównywać obiecane ETA z rzeczywistym czasem podstawienia i rozładunku, wskaźnik „ETA ±15 min” wynosił żałosne 38%. Po trzech miesiącach, po pierwszej serii drobnych zmian (m.in. automatyczne ostrzeżenie o braku okna czasowego, wymuszenie potwierdzenia slotu bezpośrednio z CRM, wkomponowanie danych o przerwach w wyliczenie), było 57%. Po dwóch kwartałach 73%. Nie objawił się cud matematyczny. Po prostu po raz pierwszy wszyscy patrzyli na te same realne dane - i przestali obiecywać cuda.

Punktualność dostaw, ten mityczny OTIF, przestała być tabelką w Excelu i zaczęła być doświadczeniem klienta. Wcześniej firma liczyła „na czas” od chwili, kiedy kierowca zjechał z placu, a nie od umówionego slotu u klienta. Po integracji CRM wczytywał rzeczywiste okna czasowe z rezerwacji ramp i zestawiał je z telematyką. Dyspozytorzy zobaczyli czarno na białym, że trzy lokalizacje „zjadają” im harmonogram, bo konsekwentnie wpuszczają z poślizgiem. Kiedy CRM zaczął wysyłać do klientów „pre-alert” z prośbą o potwierdzenie slotu i informacją, jakie będą konsekwencje finansowe, OTIF skoczył o dziewięć punktów procentowych w kwartale, mimo tej samej floty i tych samych ludzi. KPI nie naprawił ramp, ale naprawił rozmowę.

Cykl POD był drugim wielkim bólem. Klient nie chciał już podpisanej kartki po tygodniu. Chciał skan w godzinę i e-POD w swoim systemie najpóźniej tego samego dnia. Tu kluczowa była warstwa open source’owa: do modułu mobilnego CRM dołożono prostą funkcję „zrobione - podpisane”, która wymuszała zrobienie zdjęcia dokumentu w aplikacji kierowcy, łączyła je ze zleceniem i metadanymi lokalizacji, a następnie uruchamiała w ERP proces weryfikacji i automatycznego „POD-ok”. W pierwszym miesiącu średni czas od rozładunku do kompletnego POD spadł z 26 godzin do 9. W trzecim miesiącu - do 2 godzin 40 minut. Zmieniło to pół firmy. Handlowiec przestał być bombardowany pytaniami „czy dostarczone?”. Rozliczenia przestały wisieć na jednym brakującym dokumencie. Księgowość zyskała ścieżkę audytu, którą lubią audytorzy i którą rozumie każdy kierownik w logistyce.

Spójność rozliczeń okazała się największą niespodzianką. Wcześniej „jakoś to szło”, ale cena w fakturze rozjeżdżała się z umową, bo w drodze pojawiał się dodatkowy postój nieudokumentowany jako logistyczna konieczność, bo do cennika nie trafiała adnotacja o ADR, bo dyspozytor, ratując harmonogram, zmieniał trasę i kilometrówka rosła, o czym CRM nie wiedział. Po integracji CRM przestał być wyłącznie notesem relacji, a stał się walidatorem warunków handlowych: przy każdym odchyleniu od ustalonego zakresu wyświetlał kierowcy i dyspozytorowi pytanie „dlaczego” z listą przyczyn i automatycznym przeliczeniem skutków cenowych zgodnych z umową. W pierwszym półroczu odsetek faktur wymagających korekty spadł z 14% do 4%. Nie dlatego, że ludzie stali się idealni. Dlatego, że system przestał udawać, iż świat jest prosty.

To są wskaźniki, które klient czuje. Ale firma żyje także z tego, czego klient nie widzi: paliwa, przebiegów, postoju, awarii, wykorzystania floty. Integracja CRM z ERP i TMS pozwoliła te wewnętrzne metryki związać z tym, co dzieje się w relacji. „Puste kilometry” przestały być statystyką z końca miesiąca, a stały się ostrzeżeniem w momencie przyjmowania zlecenia. Jeżeli CRM widział, że klient prosi o kurs z relacji, którą zwykle wracamy „na pusto”, sugerował handlowcowi wcześniej zakontraktowaną parę ładunków zwrotnych i pokazywał, jak to wpłynie na koszt paliwa na kilometr. „Zużycie paliwa na km” przestał być przypadłością kierowcy, a stał się wypadkową trasy, ładunku, stylu jazdy i planu - i po raz pierwszy ktoś mógł to pokazać klientowi, gdy to klient „wycinał” elastyczność oknami czasowymi niemożliwymi do rozsądnego spięcia.

Warto zatrzymać się przy jednym z najbardziej niedocenianych KPI: czasie postoju u klienta. Zanim powstała integracja CRM z ERP, dyspozytorzy wiedzieli anegdotycznie, że w jednym parku magazynowym zestawy stoją dłużej. Po integracji CRM zaczął grupować zlecenia po lokalizacji i pokazywać rozkład czasu od podjazdu do wyjazdu. W niektórych punktach mediana wynosiła 45 minut, w innych - 2 godziny 10 minut. Gdy te liczby trafiły do rozmów handlowych, zaczęły się dziać rzeczy dobre. W trzech lokalizacjach klienci zgodzili się na „pre alert” SMS i priorytetowy wjazd dla zestawów z zaplanowaną partią. W jednej zgodzono się na inny slot w zamian za preferencyjną cenę. W jeszcze innej - na dodatkowy sprzęt rozładunkowy po stronie klienta. Wskaźnik nie ruchomy jak góra, ale do ruszenia rozmową, która ma dane w tle.

KPI integracji CRM w logistyce

Kolejnym punktem zwrotnym była definicja reklamacji. Wcześniej firma notowała pretensje klientów w mailach i rozwiązywała je „po ludzku”. CRM wprowadził kody przyczyn: opóźnienie z winy przewoźnika, opóźnienie z winy klienta (brak slotu, dokumentów, gotowości ładunku), szkoda w transporcie z podziałem na przyczyny (nieprawidłowe zabezpieczenie, uszkodzenie przy rozładunku, niezachowanie temperatury). Dla każdego kodu ustalił playbook działań i ścieżkę eskalacji. Z punktu widzenia KPI ważne były dwie rzeczy: czas zamknięcia reklamacji i odsetek reklamacji, które kończą się korektą finansową. Pierwszy spadł z 11 dni do 4, drugi - z 62% do 31% po pół roku. Nie magia. Dokumenty w 2h zamiast po dwóch dniach. Zdjęcia z rozładunku w systemie. Potwierdzenia slotów w CRM. Gdy fakty są w jednym miejscu, emocje trwają krócej, a „ustępstwa” są decyzją biznesową, nie formą kapitulacji.

Czas na drobiazg, który okazał się wielki: status „kierowca gotowy”. Wcześniej dyspozytor czekał na telefon „już po rozładunku”. Po integracji aplikacja kierowcy wystawiała automatyczny „gotowy” po zamknięciu dokumentów, a CRM w tym momencie przeliczał i sugerował trzy najlepsze propozycje kolejnego zlecenia, biorąc pod uwagę ETA do potencjalnego załadunku, historię punktualności danego kontrahenta, przewidywany czas rampy i preferencje kierowcy. Wykorzystanie floty wzrosło o kilka punktów procentowych, a „puste kilometry” spadły. Najlepsze w tym wszystkim było to, że dyspozytor czuł się mniej jak „kontroler ruchu w mgle”, a bardziej jak planista, który faktycznie planuje.

KPI to nie tylko parametry operacyjne. To także kultura. Na początku każdy dział chciał swoich liczb, swojej tablicy. Integracja i comiesięczny rytm wydań przekonały zespół, by zamiast „moich KPI” przyjąć „nasze”. Wprowadzono prostą zasadę: każdy wskaźnik KPI musi mieć właściciela, ale nie może być wskaźnikiem jednego działu. ETA to odpowiedzialność dyspozytora, ale zależność od handlowca, który zarządza oczekiwaniami, i od kierowcy, który uruchamia „gotowy”. OTIF jest wspólny z klientem. POD jest wspólny z kierowcą i rozliczeniami. Reklamacje są wspólne z jakością i magazynem klienta. Kiedy tak się to rozrysuje, spada ochota, by wskaźniki KPI używać jako kija.

Zespół IT, choć niewielki, miał tu do odegrania rolę reżysera rytmu. Każdy miesiąc przynosił coś małego, ale celowego. W pierwszym wydaniu CRM zaczął wymuszać uzupełnienie slotu w karcie zlecenia. W drugim - dodał statusy podjazd / odjazd były oparte na faktach, nie na deklaracjach. W trzecim - zintegrował się z modułem kar umownych w ERP, by handlowiec widział, jak przeniesienie okna czasowego może zmienić profil ryzyka. W czwartym - dodał tłumaczenie statusów dla klientów zagranicznych, by ten sam komunikat mógł iść wielojęzycznie. W piątym - dołożył prosty model prognozy opóźnień dla „złych” lokalizacji, oparty na historii ostatnich 90 dni, tak żeby obietnice były mniej życzeniowe. W szóstym - udostępnił klientom portal do live-trackingu z filtrami po swoich zamówieniach. Każdy z tych kroków poruszał wskazówkę. Nie o centymetr, ale zawsze we właściwą stronę.

Jednym z najbardziej pouczających momentów była „burza śnieżna” w styczniu. Zima sparaliżowała odcinki S7 i A4, a telefony rozgrzały się jak nigdy. Gdyby to była zima sprzed integracji, potonęliby w „gdzie jest mój kierowca”. Tym razem CRM wysłał do wszystkich zleceń na trasach zagrożonych automatyczny komunikat o korekcie ETA z wyjaśnieniem przyczyny, a do handlowców listę priorytetów rozmów: kogo uspokoić, z kim renegocjować sloty, gdzie poprosić o odroczenie kar za spóźnienie. Wskaźnik reklamacji nie wystrzelił. OTIF spadł, ale mniej niż średnia z lat poprzednich. Po burzy zespół dopisał nową regułę: gdy GDDKiA wydaje alert, CRM uruchamia „tryb zimowy” - częstsze aktualizacje ETA, mniejszy próg do pre-alertów, automatyczny monitoring łańcuchów dla chłodni. KPI posłużyły nie do osądzania, tylko do uczenia się.

Sercem analityki okazała się zwyczajność. Zamiast wielkiej hurtowni danych w chmurze zbudowali prosty, dobrze opisany model w MySQL, gdzie fakty zdarzeń (geo-zdarzenia, statusy, dokumenty) łączyły się z wymiarami (klient, lokalizacja, kierowca, zestaw, relacja, towar). Wybrane wizualizacje poszły do modułu raportowego w CRM. Dzięki on-premise całość miała niskie opóźnienie. Gdy pojawiła się potrzeba raportu „czas na rampie według godzin doby”, zespół zrobił go w tydzień i przetestował na dwóch klientach. Gdy okazało się, że potrzebują rozdzielenia OTIF na „on time arrival” i „on time delivery” w konkretnej branży, dopisali dwa statusy i od następnego tygodnia wskaźnik przestał mylić punktualny przyjazd z punktualnym rozładunkiem. Ten rodzaj sprawczości rzadko bywa headline’em, ale jest fundamentem, na którym KPI przestają być teorią.

W rozmowach z klientami zmienił się ton. Zamiast spierać się o to, „czy kierowca był”, pokazują wykres, zdjęcia dokumentów, log zdarzeń. Zamiast dyskutować, czy kara umowna jest „sprawiedliwa”, proponują pakiet działań, które realnie zmniejszą ryzyko następnego spóźnienia: wcześniejszy pre-alert, inny slot, druga rampa, albo - jeśli klient upiera się przy niezmiennym oknie - inny poziom ceny za usługę o podwyższonym ryzyku. Zamiast obiecywać, że „następnym razem będzie lepiej”, deklarują, co zmienią w ustawieniach CRM, by było lepiej naprawdę. KPI stały się nie tylko linijką, ale i argumentem.

Po roku od startu zespół zrobił rzecz prostą i ważną: zestawił pięć „czujących klienta” wskaźników (ETA, OTIF, POD, reklamacje, korekty faktur) z pięcioma „wewnętrznymi” (puste kilometry, zużycie paliwa na km, wykorzystanie floty, czas postoju, lead to invoice). Zależności były jak na dłoni. Gdy POD w 2h łapało 80% zleceń, korekty faktur spadały liniowo. Gdy czas postoju w trzech najgorszych lokalizacjach skoczył powyżej 120 minut, OTIF pikował o 6–8 punktów. Gdy puste kilometry udało się obniżyć poniżej 10%, paliwo na kilometr leciał w dół nie tylko z powodu mniejszej jazdy „na pusto”, ale też dlatego, że CRM zaczął podpowiadać sensowne pary ładunków, które naturalnie układały się na płynniejszą jazdę. W tej sieci powiązań wybrali sobie „kotwice” - wskaźniki, które będą trzymać niezależnie od pogody na rynku: POD w 2h, ETA ±15 min powyżej 70%, OTIF powyżej 92%, korekty faktur poniżej 5%, puste kilometry poniżej 12%. Nie dlatego, że to pięknie wygląda. Dlatego, że na tych parametrach najbardziej czuć pracę firmy w portfelu zamówień i w rozmowach o odnowieniach kontraktów.

KPI integracji CRM w logistyce

Ta historia mogłaby być zamknięta tabelą „było - jest”. Niech będzie opowieścią o nawykach. Nawyku mówienia „sprawdźmy w CRM”, zanim się obieca. Nawyku dopisywania przyczyny odchylenia w trakcie, a nie po fakcie. Nawyku comiesięcznych wydań, które robią 3–5 rzeczy, ale zawsze do końca. Nawyku patrzenia na wskaźnik jako na wspólną odpowiedzialność. Nawyku prowadzenia rozmów z klientami w oparciu o fakty i wykresy, a nie o wrażenia. Nawyku przyznania „tu zawaliliśmy” i dopisania reguły, która następnym razem da systemowi szansę ostrzec człowieka.

Na placu wciąż jest ten sam chłód poranków. Kierowcy wciąż mają swoje historie tras, dyspozytorzy wciąż układają niemożliwe puzzlowe grafiki, handlowcy wciąż negocjują stawki, a księgowość wciąż pilnuje, żeby koniec miesiąca nie był chaosem. Różnica polega na tym, że wszyscy, patrząc z własnego kąta, widzą tę samą siatkę. Integracja CRM z ERP i TMS nie zlikwidowała niespodzianek drogi, ale zlikwidowała niespodzianki informacyjne. KPI nie uczyniły z ludzi robotów, lecz dały im język, w którym mogą się dogadać.

Gdy prezes poprosił o „dowód liczb”, dostał nie tylko wykresy. Dostał mniej telefonów „gdzie jest mój ładunek”. Dostał mniej maili „poproszę o skan”. Dostał krótsze spotkania o reklamacjach. Dostał więcej propozycji od handlowców, którzy przychodzą z konkretem: „Tu możemy poprawić ETA, ale potrzebny jest inny slot”, „Tu zjedziemy z korekt faktur do 3%, jeśli zablokujemy w CRM przyjmowanie zleceń bez potwierdzonego cennika”. Gdy zapytał o stratę z powodu „pustych”, usłyszał liczbę mniejszą o kilka procent, a gdy zapytał o cash flow, zobaczył krzywą fakturowania wygładzoną przez POD w 2h.

Jeśli jest w tej historii morał, to prosty: KPI integracji CRM w logistyce nie są po to, by „ktoś kogoś rozliczał”. Są po to, by każdy mógł z czystym sumieniem powiedzieć „obiecuję i dotrzymuję”, a kiedy nie wyjdzie - „wiem, dlaczego i co zmienię”. On-premise i otwarty kod dają prawo do własnego rytmu i własnych modyfikacji, a comiesięczne aktualizacje nadają temu rytmowi. Reszta to gra zespołowa. W transporcie, tak jak w muzyce, liczy się timing. CRM, zintegrowany z ERP i telematyką, stroi cały zespół. KPI tylko pokazują, że stroi coraz lepiej.

Może Cię zainteresować

Umów się naprezentację DEMO.

Chcesz rozwijać swój biznes? Umów się na spotkanie z naszym zespołem i odkryj, jak możemy pomóc.

Umów się na prezentację Demo

Telefon *
+48
Search
    Email *
    Wiadomość *

    Image